Sobotnie spotkanie miało kilka interesujących historii. Sandecja przyjechała do Kleczewa jako jeden z zespołów ścisłej ligowej czołówki, z ambicjami związanymi z walką o awans. Sokół potrzebował natomiast kolejnych punktów, aby poprawić swoją sytuację w tabeli i potwierdzić, że ostatnie zwycięstwa nie były dziełem przypadku.
Dodatkowego smaczku rywalizacji dodawała osoba szkoleniowca gospodarzy. Krzysztof Urtnowski jeszcze niedawno pracował w Sandecji jako członek sztabu szkoleniowego. Tym razem stanął naprzeciwko swojego byłego zespołu już w roli pierwszego trenera Sokoła.
Początek spotkania nie układał się po myśli kleczewian. Goście dobrze weszli w mecz, a swoją przewagę udokumentowali w 24. minucie. Na listę strzelców wpisał się Marcel Płocica, dając Sandecji prowadzenie 1:0.
Sokół miał problemy przede wszystkim z organizacją gry i walką o drugie piłki. Gospodarze nie potrafili narzucić rywalom swojego rytmu, a do szatni schodzili z jednobramkową stratą.
W przerwie sztab szkoleniowy Sokoła zareagował na problemy zespołu. Korekta struktury gry i większy nacisk na zbieranie drugich piłek miały przynieść efekt po zmianie stron. I przyniosły – w sposób, którego kibice w Kleczewie długo nie zapomną.
Druga połowa rozpoczęła się dla Sokoła znakomicie. W 49. minucie Kacper Śpiewak doprowadził do wyrównania, a zaledwie trzy minuty później stadion ponownie eksplodował radością. Tym razem na listę strzelców wpisał się Jakub Antczak, wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie 2:1.
Sokół nie zamierzał się zatrzymywać. W 64. minucie Daniel Dudziński zdobył trzecią bramkę dla kleczewian i postawił Sandecję w bardzo trudnym położeniu.
Trzy trafienia w ciągu zaledwie 15 minut całkowicie odmieniły obraz spotkania. Zespół, który jeszcze przed przerwą musiał odrabiać straty, nagle miał dwubramkową przewagę.
Goście nie zamierzali jednak rezygnować. W 79. minucie Marcel Płocica po raz drugi pokonał Adriana Lisa, zmniejszając prowadzenie Sokoła do 3:2. Końcówka przyniosła więc sporo nerwów, a gospodarze musieli wykazać się dużą dyscypliną w defensywie.
Ostatecznie wynik nie uległ już zmianie. Trzy punkty zostały w Kleczewie!
To spotkanie było szczególne również dla Krzysztofa Urtnowskiego. Szkoleniowiec Sokoła nie ukrywał, że zwycięstwo nad Sandecją ma dla niego osobisty wymiar. Jeszcze niedawno pracował w nowosądeckim klubie, a rozstanie z nim nastąpiło w atmosferze niezadowolenia z efektów dotychczasowej pracy.
– Dzisiaj, wygrywając z tym zespołem, po prostu jestem usatysfakcjonowany, że te efekty jednak są. Brawo dla zespołu! – przyznał po spotkaniu trener.
Utnowski nie ograniczał się jednak do osobistej satysfakcji. W swojej analizie docenił klasę rywala i podkreślił, że Sandecja wciąż ma potencjał, by walczyć o realizację swojego celu, czyli awans.
Szkoleniowiec zwrócił również uwagę na reakcję swoich zawodników po słabej pierwszej połowie. To właśnie zmiany w organizacji gry i konsekwencja po przerwie pozwoliły Sokołowi przejąć inicjatywę.
Warto przypomnieć, że przed sobotnim spotkaniem Sandecja miała korzystny bilans bezpośrednich pojedynków z Sokołem. W poprzednim sezonie dwukrotnie pokonała nasz zespół. Szczególnie bolesna była majowa porażka w Kleczewie, kiedy goście zwyciężyli aż 5:2.
Tym razem scenariusz był zupełnie inny. Sandecja ponownie zdobyła pierwszą bramkę, ale tym razem Sokół potrafił odpowiedzieć i przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Zwycięstwo nad zespołem z ligowej czołówki jest ważnym sygnałem, ale trener Sokoła po końcowym gwizdku zachował dużą ostrożność w ocenie sytuacji drużyny.
– Cały czas jesteśmy w strefie spadkowej, może gdzieś teraz w okolicach barażu, więc duża pokora, masa pracy jeszcze przed nami, dużo grania – podkreślił Urtnowski.
Szkoleniowiec zaznaczył, że zespół nie zamierza koncentrować się na samej serii zwycięstw. Najważniejsze pozostaje każde kolejne spotkanie i przygotowanie do następnych 90 minut.
Dla Sokoła to jednak kolejny bardzo ważny krok. Zwycięstwo ze Stalą Stalowa Wola, a teraz komplet punktów z Sandecją pokazują, że kleczewianie potrafią skutecznie rywalizować również z wymagającymi przeciwnikami.
W sobotę zobaczyliśmy zespół, który potrafił wyciągnąć wnioski z trudnej pierwszej połowy, zareagować po przerwie i dowieźć zwycięstwo mimo nerwowej końcówki.
Bramki: Kacper Śpiewak 49′, Jakub Antczak 52′, Daniel Dudziński 64′ – Marcel Płocica 24′, 79′.
Sokół: Adrian Lis – Bartłomiej Zieliński (85′ Bartosz Kosiba), Eryk Marcinkowski, Krystian Szymocha, Jan Andrzejewski – Filip Adamski, Mateusz Piotrowski, Daniel Dudziński (85′ Mateusz Wypych), Jakub Antczak (67′ Igor Ławrynowicz), Bartłomiej Juszczyk (75′ Jacek Tkaczyk) – Kacper Śpiewak.