Tomasz Pozorski: Mieliśmy możliwość przeprowadzenia jednostek treningowych w świetnych warunkach, ponieważ przygotowywaliśmy się pod balonem na sztucznej nawierzchni w Mogilnie. Dzięki temu odbyły się wszystkie zaplanowane jednostki, z czego jestem bardzo zadowolony. Problem pojawił się tylko w przypadku sparingu z Zawiszą Bydgoszcz, który nie został rozegrany z powodu ekstremalnie niskich temperatur.
T.P.: Po bardzo dogłębnej analizie meczów jesiennych określiliśmy obszary, w których posiadamy rezerwy. Dotyczyły one budowania ataku na połowie przeciwnika, tak aby zwiększyć czas posiadania piłki w jego strefie obronnej. Kolejnym elementem było skuteczne przejście z obrony do ataku po odbiorze piłki na swojej połowie. To były dwa główne tematy, natomiast zespół nieustannie podlega rozwojowi, dlatego wszystkie aspekty funkcjonowania drużyny zostały odpowiednio przepracowane.
Należy zaznaczyć, że zaszły też pewne zmiany w zespole, więc wkomponowanie nowych piłkarzy, określenie ich ról, a także wzmacnianie tych elementów, które będą najbardziej efektywne w kontekście drużyny, również pochłania sporo czasu.
T.P.: Jeśli chodzi o Karola, była to jego decyzja. Po zakończeniu rundy jesiennej, mimo moich zapytań, nie podjął z nami żadnych rozmów, więc nasze oczekiwania w tej sprawie nie miały większego znaczenia. Wypożyczenie Karola zostało skrócone, a piłkarz przeniósł się do Nowego Sącza. W przypadku Oskara sytuacja była nieco inna. Wypożyczenie z Arki Gdynia obowiązywało do 30 czerwca. Klub z Ekstraklasy zwrócił się do nas z prośbą o skrócenie wypożyczenia. Oskar i jego otoczenie bardzo nalegali na to, byśmy to zaakceptowali. Z jednej strony mu się nie dziwię – chciał sięgnąć po swoje marzenia i spróbować sił na najwyższym poziomie w Polsce. Zresztą zadebiutował już z Pogonią Szczecin. My jako Sokół i jako drużyna chcemy wspierać także indywidualne cele zawodników, którzy w danym okresie wymiernie pomogli klubowi. To był jeden z powodów, dla których klub zgodził się na transfer. Ponadto warunki finansowe tego skrócenia były dla nas satysfakcjonujące.
T.P.: To był zawodnik, który całym sercem angażował się w grę i dawał z siebie wszystko na boisku. Natomiast jego kontrakt wygasł i nie został przedłużony.
T.P.: Odejść tych piłkarzy nie rozpatruję w kategoriach strat. Nie zastanawiam się nad tym, czy sobie poradzimy. Staram się zmierzyć z tą sytuacją i funkcjonować w nowej rzeczywistości. Nie rozpamiętuję tego, że Oskara już z nami nie ma. Skupiam się wyłącznie na tym, co dzieje się tu i teraz – na piłkarzach, których mam do dyspozycji, i na tym, jak mogę ich rozwijać i wyciskać z nich maksa. Przypomnę, że kiedy Oskar i Karol przychodzili do Sokoła, obaj nie byli postrzegani jako ligowe gwiazdy. Nie byli nawet wiodącymi zawodnikami w swoich poprzednich zespołach. Karol przyszedł z rezerw Polonii Bytom, natomiast Oskar dopiero wchodził do profesjonalnej piłki. Tak naprawdę obaj zostali zbudowani przez zespół dopiero podczas pobytu u nas. Bardzo liczę na to, że teraz drużyna wyłoni kolejnych piłkarzy, o których dzięki ich grze, będzie głośno na poziomie centralnym.
T.P.: Mikołaj to bardzo pracowity chłopak z określonym potencjałem, ale nie dawał pewności, że podniesie poziom gry w takim stopniu, jakiego byśmy oczekiwali. Ani że zdołałby pokonać konkurencję wśród zawodników już obecnych w zespole. Nie było więc sensu sprowadzać piłkarza, który wyraźnie nie wnosiłby wartości dodanej do naszego zespołu.
T.P.: Wszyscy piłkarze, którzy dołączyli do klubu, to zawodnicy, którzy mają wnieść do drużyny wyraźną jakość. Jako klub staramy się nie przeprowadzać transferów jedynie w celu uzupełnienia kadry. Każdy ruch transferowy jest planowany z myślą o wzmocnieniu jakościowym zespołu, tak aby nowi zawodnicy byli na starcie lepsi od tych, którzy już w nim są. Wydaje mi się, że ta zasada została zachowana. Jestem przekonany, że kilku z nich odegra znaczącą rolę w drużynie i wprowadzi realną wartość do zespołu.
T.P.: Będą to co najmniej dwa nazwiska.
T.P.: Pojawiły się drobne urazy mięśniowe, ale to normalne na tym etapie sezonu. Bardzo się cieszę, że do zdrowia wraca Jan Andrzejewski, nasz trzecioligowy kapitan. Jego powrót traktuję niemal jak transfer i jestem bardzo zadowolony, że jako trener będę mógł korzystać z jego obecności w drużynie.
T.P.: Tak naprawdę było kilka pozycji, które musieliśmy obsadzić na nowo. Sprawdzaliśmy różne warianty ustawienia i sytuowania zawodników na konkretnych pozycjach, a także to, jak funkcjonują w określonych konfiguracjach i jak ze sobą współpracują. Na tym skupialiśmy się najmocniej, bo jak wcześniej wspomniałem, liczba nowych zawodników jest dość duża, więc pewne rzeczy trzeba było budować praktycznie od początku.
T.P.: Niestety pogodę mamy, jaką mamy. Na prośbę klubu z Jastrzębia nasza inauguracja rundy rewanżowej została przesunięta o co najmniej tydzień. Z GKS zagramy 18 marca o godzinie 15.30, czyli pomiędzy domowymi spotkaniami ze Świtem Szczecin i Chojniczanką Chojnice.
T.P.: Jesteśmy przygotowani na różne sytuacje, w tym również na to, że pogoda nie odpuści. Opcją rezerwową jest kolejny sparing. Jeżeli nadal nie będzie można grać o punkty, zmierzymy się w meczu towarzyskim. Na razie przygotowujemy się do reszty sezonu zgodnie z planem. W głowach zawodników cały czas musi być napięcie meczowe i świadomość, że te spotkania się odbędą. Nie może być inaczej.
T.P.: Coś takiego miało miejsce krótko przed zakończeniem sezonu w trzeciej lidze. Jeden z przedstawicieli sędziów przyjechał do nas i pokazywał nam klipy, analizując najbardziej kontrowersyjne sytuacje.
T.P.: Moim najbliższym marzeniem jest utrzymanie klubu w II lidze. Uważam, że jeśli zdobędziemy podobną liczbę punktów i będziemy punktowali na poziomie zbliżonym do rundy jesiennej, będzie to nasze „mistrzostwo świata” i realizacja z nawiązką wszystkich celów, które zostały przed nami postawione.
