Oskar Kubiak: Oczywiście, że się tego nie spodziewałem. Do tego dołożyłem pięć asyst, co jest fantastycznym osiągnięciem. Z drugiej strony to dopiero runda jesienna, ale wiosną nie zamierzam się zatrzymywać.
O.K.: Wszystkie dawały mi ogromną radość, ale wymienię tę strzeloną z rezerwami ŁKS-u. Była dla mnie ważna, bo dedykowałem ją bliskiej osobie, która leży w ciężkim stanie w szpitalu. Tym golem chciałem ją wesprzeć i bardzo mocno wierzę, że wróci do pełnej sprawności. Walcz, Mati!
O.K.: Uważam, że poprawiłem precyzję, decyzyjność, odwagę i kwestie mentalne. Trener Tomasz Pozorski często na to zwracał mi uwagę i właśnie na tych elementach postanowiłem się skupić. To przyniosło efekty, które zawdzięczam także drużynie, chłopaki cały czas mnie wspierają.
O.K.: Nie. Po prostu trzeba być pewnym siebie i mieć odwagę w podejmowaniu decyzji na boisku.
O.K.: Najbardziej chciałbym poprawić swoją wydolność i „słabszą” prawą nogę, która nie jest tak dobra jak lewa. Cały czas denerwuję się, że mógłbym więcej biegać. Pracuję nad tym na treningach, ale to wymaga czasu.
O.K.: Każdy z trenerów dokłada swoją cegiełkę, ale najwięcej pracuje ze mną trener Pozorski. Dużo rozmawiamy po treningach, a przed zajęciami dostaję od niego wskazówki, które pomagają mi stawać się lepszym. Gdyby nie on, moje liczby nie wyglądałyby tak dobrze. To był jego pomysł, żeby przesunąć mnie na skrzydło. Na początku nie byłem do tego przekonany, ale trener Pozorski wiedział, co robi. Zauważył we mnie większy ofensywny potencjał, przesunął mnie wyżej i dziś jestem liderem klasyfikacji strzelców.
O.K.: Drużyna wspiera mnie we wszystkim, co robię. Gdy wchodzę do szatni czuję radość, że mogę grać z takimi zawodnikami. Nie ma żadnej presji z ich strony.
O.K.: Z Maćkiem Śliwą. To świetny gość, który gra na pozycji pomocnika. Bardzo dobrze się ze sobą zgrywamy, to on asystował mi przy wielu bramkach. Jest doświadczonym zawodnikiem, ogranym na wyższym poziomie. Słucham każdej jego podpowiedzi, bo one mnie napędzają. Współpraca z nim to czysta przyjemność.
O.K.: Wiem, że zespół, trenerzy liczą na mnie w każdym meczu. Ale ja robię swoje. Bardzo się cieszę, że mogę Sokoła ciągnąć wyżej swoimi golami.
O.K.: Nie, w ogóle. To mnie motywuje, żeby strzelać jeszcze więcej. Czuję ogromną satysfakcję, gdy zdobywam bramkę, cieszę się razem z kibicami i drużyną. Tym bardziej, gdy jest to gol na wagę zwycięstwa.
O.K.: Przede wszystkim chciałbym pomóc Sokołowi utrzymać się w II lidze. Poza tym chcę rozegrać wszystkie mecze w pełnym wymiarze czasowym i dołożyć do tego kilka bramek oraz asyst.
O.K.: Dokładnie tak. Najważniejszy jest Sokół Kleczew i gra w biało-zielonych barwach. Inne kwestie są nieistotne.
O.K.: To prawda, jadę do Turcji. Bardzo się z tego cieszę i chcę dać z siebie wszystko. Mam nadzieję, że w sparingach dostanę szansę, żeby pokazać się z jak najlepszej strony. O decyzjach podjętych przez Arkę dowiemy się już po zimowym obozie. Co do plotek o trenerze Szwardze, myślę, że temat jest już zamknięty i wyjaśniony.
O.K.: Najbardziej lubiłem grać na wahadle, bo mogłem rozpędzać się z piłką i w wielu meczach miałem dużo swobody oraz okazji do pojedynków jeden na jeden. Tak właśnie widział mnie mój poprzedni trener, Krzysztof Urtnowski z Wdy Świecie, którego serdecznie pozdrawiam. Na lewej obronie zacząłem występować jeszcze w juniorach młodszych. Podczas obozu w Gniewinie trener Szwarga próbował mnie właśnie na tej pozycji. Po wypożyczeniu do Sokoła trener Pozorski przedstawił mi swój plan, który mi się spodobał. Dziś występuję jako skrzydłowy. Jestem zawodnikiem wszechstronnym i zagram tam, gdzie wystawi mnie trener.
