Z dedykacją dla pana Marka. „Dokonaliśmy czegoś wielkiego” – trener Tomasz Pozorski o zwycięstwie nad Zagłębiem Sosnowiec!
Mały Sokół Kleczew znów ograł dużą firmę w polskiej piłce. Tym razem na wyjeździe okazał się lepszy od Zagłębia Sosnowiec i wydostał się ze strefy barażowej.
Piątkowy mecz był bardzo emocjonujący, a jego wynik ważył się do ostatnich sekund. Ostatecznie to kleczewianie zgarnęli trzy punkty, które opiekun Sokoła zadedykował Markowi Rajtakowskiemu (członkowi zarządu klubu) i Albertowi Goślińskiemu (swojemu asystentowi), któremu urodził się syn. – Panie Marku, to dla pana. Chociaż tyle mogliśmy zrobić.
Pozorski przyznał po meczu, że jego zespół spodziewał się trudnego spotkania, zwłaszcza biorąc pod uwagę obecną sytuację Zagłębia Sosnowiec. Jak mówił, pierwsze minuty w wykonaniu Sokoła były bardzo słabe, a drużyna miała duże problemy z utrzymaniem piłki i organizacją gry. Bardzo ważna okazała się akcja zakończona bramką Oskara Kubiaka, która pozwoliła gościom nieco się uspokoić.
Po przerwie Sokół przejął inicjatywę i podwyższył wynik po kontrze, zakończonej golem Jakuba Sangowskiego. Pozorski podkreślał jednak, że mimo gry w przewadze jego zespół nie uniknął niepotrzebnej nerwówki. – Pierwsze 25 minut było do zapomnienia, oddawaliśmy piłkę po jednym, dwóch podaniach i napędzaliśmy rywala. Po przerwie wyszliśmy znacznie odważniej, wychodziliśmy spod wysokiego pressingu i tworzyliśmy sytuacje. Jedna z kontr przyniosła drugiego gola. Przy tylu absencjach bardzo cieszy mnie to zwycięstwo. Dokonaliśmy czegoś wielkiego – powiedział trener Sokoła.
W dużo gorszym nastroju był po meczu opiekun Zagłębia Sosnowiec. To młody, ale już doświadczony trener. Wojciech Łobodziński jest byłym reprezentantem Polski. Jako piłkarz i szkoleniowiec najdłużej związany był z Miedzą Legnica. Zespół, który obecnie prowadzi, nie wykorzystał dobrego początku, a bramka stracona po własnej akcji całkowicie wybiła gospodarzy z rytmu. Po czerwonej kartce Zagłębie próbowało jeszcze odrobić straty, jednak, jak zaznaczył trener, zabrakło jakości i konsekwencji. – Jestem zdewastowany. Straciliśmy kuriozalną bramkę, dokładnie w sposób, przed którym przestrzegałem zespół podczas analizy rywala. Pokazałem jak podczas kontrataku lewą stroną zachowuje się Sokół. I tak się wydarzyło. Jako trenerzy cóż możemy w takiej sytuacji zrobić więcej? Jestem rozczarowany postawą niektórych chłopaków. Możemy przygotowywać różne rozwiązania, ale jeśli to nie działa, to mamy problem. Nie chcę być średniakiem w II lidze. To nie są moje ambicje ani jako trenera, ani jako człowieka. Nie po to tu przyszedłem. Znam swoją wartość i wiem, co trzeba zrobić – skomentował Łobodziński.
